Dagmara Grela
Gdyby na podstawie dziejów jastrzębskiego kościoła napisać scenariusz filmowy lub powieść, pewnie zdobyłyby one rzeszę fanów, trzymających z całej siły kciuki za głównego bohatera – drewnianą świątynię. Los przez lata bezlitośnie rzucał jej kłody pod nogi; historia ta kończy się jednak zdecydowanym, a zarazem pełnym spokoju happy endem.
Nie pierwszej młodości
Przyjmuje się, że kościół został wybudowany w 1447 roku w wodzisławskim Jedłowniku. Istnieją jednak przypuszczenia, że mógł on powstać ponad sto lat wcześniej, w 1345 roku, o czym świadczyłby napis wyryty na jednej z drewnianych belek: „MCCCVL”. Potwierdzenie tej informacji oznaczałoby, że kościół jest najstarszym na Górnym Śląsku. Pierwszym patronem świątyni był św. Marek Ewangelista. Święta Barbara przejęła jego rolę w 1678 roku, kiedy to powstał poświęcony jej główny ołtarz kościoła. W 1966 roku świątynia została wpisana do rejestru zabytków, obejmując w zapisie teren w ramach ogrodzenia oraz wyposażenie budynku.

Przeprowadzka
Po drugiej wojnie światowej w Jedłowniku wybudowano nowy, tym razem murowany kościół, który wkrótce stał się kościołem parafialnym. O drewnianej świątyni zapomniano, prawie. W 1969 roku na horyzoncie pojawiła się nadzieja; otóż z nieba spadło Jastrzębie-Zdrój, miasto mające za sobą już kilka dobrych lat dynamicznego rozwoju. Ks. Anzelm Skrobol, widząc bardzo wyraźnie potrzebę rozwiązania problemu zbyt dużej ilości wiernych w swojej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa właśnie w Jastrzębiu, zdecydował się wystąpić do kurii o możliwość postawienia w mieście nowego kościoła. Władza była jednak nieprzychylna. Po upływie kilku lat, mając na uwadze upór mieszkańców miasta, zdecydowano się na inny krok i zezwolono na przeniesienie do Jastrzębia zabytkowej świątyni z Jedłownika. Po niezbędnych oględzinach kościół rozebrano, niektóre jego części poddano konserwacji. Rozpoczął się proces przeprowadzki. W grudniu 1974 roku stojący już w nowym miejscu kościół został poświęcony i do jego dotychczasowej patronki wkrótce przyłączono świętego Józefa Robotnika.

Siła w prostocie
Kościół stoi na wzniesieniu, przez co niektórym może przypominać położenie średniowiecznych grodów lub wież. Obiekt oparty jest na konstrukcji zrębowej, często spotykanej w architekturze sakralnej Górnego Śląska, a więc na ułożonych poziomo drewnianych belkach. Sam plan świątyni jest raczej prosty: główna nawa na prostokącie, zamknięte trójbocznie prezbiterium, zakrystia w przybudówce, harmonijnie ułożone drewno. W oczy rzuca się jednak wieża dzwonna, także drewniana, wzniesiona w konstrukcji słupowej.
Obiekt został podpiwniczony przez spadek terenu oraz inne okoliczności towarzyszące jego przeniesieniu. Piwnice początkowo mieściły m.in. kancelarię oraz przestrzeń magazynową; później zmieniono je w salki katechetyczne, bibliotekę i czytelnię oraz mały sklep parafialny.
Wszystko pasuje

Wnętrze kościoła wykończone jest drewnianą boazerią. Podłoga prezbiterium i zakrystii również jest drewniana, za to posadzka nawy głównej to marmur. Święci wydają się strzec świątyni ze wszystkich stron – barokowy ołtarz główny przedstawia w swoim centrum obraz świętej Barbary, a na ambonie dostrzeżemy rzeźby czterech ewangelistów. Zwracającym uwagę elementem wystroju jest rzadko spotykana w kościołach drewnianych podwójna belka tęczowa, na której znajdują się kolejne barokowe rzeźby, m.in. św. Jana Nepomucena oraz św. Ignacego Loyoli, założyciela zakonu jezuitów. Figury świętych, roślinne ornamenty i inne dekoracje komplementują prostotę otaczającego je drewna, zamiast odwracać od niego uwagę.
Jako zabytek
Kościół św. Barbary i Józefa przeszedł długą drogę (dosłownie), by w końcu rozpocząć nowy rozdział. Dziś parafia działa prężnie w swoich organizacjach i prowadzi „normalne” życie; jest też jednak gratką dla miłośników architektury, historii, sztuki czy tradycji regionalnych. Obiekt często pojawia się na szlakach turystycznych, m.in. na „Żelaznym Szlaku Rowerowym”, czyli 54-kilometrowej trasie ciągnącej się po pograniczu polsko-czeskim.
Wyświetl większą mapę




